Fajnie, że zaraz przy wejściu jest mobilna kasa, dzięki której możesz kupić bilety bez konieczności stania w długiej kolejce do normalnej kasy. Technologia górą! 

No, ale jedno miejsce pracy mniej. Pracowałem kiedyś na kasie, na Orlenie. Z perspektywy czasu cieszę się, że za młodego chwytałem się tego co było dostępne, bo dzięki temu nabrałem szacunku do wykonywanych zawodów. Mało kto zdaje sobie sprawę jak trudno wystać 12 godzin dziennie z uśmiechem na twarzy. Tak jakby nie można było dać tym biednym kasjerom hokerów czy takich specjalnych… nie! Będą stać! Bo to źle wygląda jak klient wchodzi! Za to żylaki pani Krysi wyglądają super! Oj, żeby ta praca polegała tylko na tym, to wcisnąłbym ją zaraz za pracą przy linii produkcyjnej. Póki co jest ona numerem jeden na mojej liście – najgorszych prac. Zasłużone, drugie miejsce to właśnie szeroko rozumiana produkcja, a zaraz potem będzie akwizytor próbujący wcisnąć ludziom płyty CD.

Myślałem, że nie ma nic gorszego niż bezmyślne wykonywanie różnych czynności, dopóki nie zatrudniłem się na Orlenie. Tutaj skomplikowane przeplatało się z niemal niemożliwym, a nocki były koszmarem. Może kiedyś o tym napiszę. I tak oto pomyślałem o tych wszystkich, zmęczonych pracownikach na kasach, którzy zawsze przeciągają ostatnie słowa. „5 złotych i 23 grosze proszęęęęęę, dziękujęęęęę, do widzeniaaaaaaa!”

Następny! Bo to się chyba bierze ze zmęczenia w połączeniu z próbą bycia supermiłym. Praca to ciężki temat, ale wydaje mi się, że jeśli ktoś nie lubi swojej pracy, a w chwili największego załamania zapyta sam siebie – „co ja tu kurwa robię?” oczekuje od życia czegoś więcej. Chce pracy, do której lubi przychodzić, nie patrzeć na zegarek, nie myśleć o problemach. Gorzej, jeśli zamiast tego pytania do głowy wkrada się inne – „no…, ale jak nie tu, to gdzie?”