No wreszcie! Jest i filmik! Filmik, który z powodu naruszania praw autorskich został przez YT zbanowany😕. No i lipa… 

I nie działa. A tak naprawdę pewnie w ogóle go nie zrobiłem, nie? 😉 

Zrobiłem, zrobiłem! Tylko YouTube wziął mnie na widelec. Zablokował mi co nieco😕. Szkoda, ale no skoro faktycznie łamię w ten sposób prawa autorskie to muszę się z tym pogodzić. Wolałbym to zrobić na legalu, ale nie wiem jak. No bo jak? Mam kupić tę piosenkę? I co? Powiem kolegom z YT, że ej… nie blokujcie tego no, mam rachunek na to! 

Hm, a da się tak? Niedawno jeszcze, kiedy wrzuciłem coś na YT z piosenką, która po prostu mi leży, YouTube podpowiadał, że ścieżka dźwiękowa zawiera prawa autorskie, ale jeśli zgadzam się na „niezarabianie” i reklamy, to nie muszę nic robić. I ja się pytam, co się z tym stało? Dlaczego teraz tak nie jest😕? Tymczasem oprócz filmiku z Zakopanego, który jest poniżej, zablokowali mi jeszcze inne filmiki. Oczywiście poradzę sobie z tym pewnie w ten sam sposób jak poniżej, ale jest mi bardzo smutno, bo jest to dla mnie znak, że nic nie trwa wiecznie i niedługo wytną mnie całkowicie. Gnoje! 

Więc… albo będę używał utworów z dawnych lat, podobno gdy autor no… nie żyje, wtedy Wielki Brat się nie czepia, albo będę używał czegoś ze „stocków”. Chociaż wolę nie. Ok, ok… nie mam problemów z tym, żeby zrozumieć regulamin i szanować prawa autorskie, dostosuję się, po prostu tylko czasem no… nie mogę się powstrzymać. Słyszę jakąś piosenkę i już wiem, że to właśnie jej chcę użyć! A czasem szukam jakiegoś fajnego kawałka na Spotify cały dzień i niczego sensownego znaleźć nie mogę… 

W każdym razie, dzisiaj, teraz… mamy to! 

Aż zatęskniłem za urlopem. Koniec naszych wakacji praktycznie zbiegł się z pierwszym dniem września, przez co poczuliśmy się trochę jak uczniowie wracający do szkoły. Trochę im zazdroszczę tych dwóch miesięcy nic-nie-robienia, ale z drugiej strony… ile można odpoczywać!? Wiem, że jak zwykle długo ogarniałem montaż tego filmiku i sam tekst poniżej, ale no… zarobiony jestem. I Kasia też. A jak już usiadłem do montażu tego filmu to Kasia zawsze chciała, żebym zrobił jej herbatki… albo żebym wody przyniósł… albo krople do nosa… albo podał gumy do życia… no i tak się rozpraszałem. No i do tego praca, ah ta praca. Czasem chciałoby się wrócić do tych luźnych, szkolnych lat. 

Na pewno dzieciaki, które teraz są już pewnie po kilku poważnych klasówkach nie podzielają mojego zdania. Ale, serio, czymże są te wszystkie klasówki w porównaniu z tym jakie dzisiaj prace wykonujemy? Ile sił, zaangażowania i ile nauki trzeba w nie włożyć!? Mam wrażenie, że gdybym teraz wrócił do liceum to byłbym prymusem szkoły! Albo tak mi się tylko wydaje. Ale na pewno nie narzekałbym na ciężar plecaka! Zwłaszcza, że i tak zawsze noszę w nim o tych kilka gadżetów za dużo… 

Mój kolega jest nauczycielem. O rany, jak ona narzeka na tę dzisiejszą młodzież…

Kiedyś powiedział, że wystarczy 10 sekund, a już wie wszystko o uczniu. Że nawet wchodząc po wakacyjnej przerwie do nowej klasy już po twarzach widzi (i wie), że 40% z nich do niczego się nie nadaje. Że to właśnie te 40%… pójdzie głosować na PiS. I on wie, że nie powinien tego mówić, nie jako nauczyciel, ale jeszcze nigdy się w tych sprawach nie pomylił. A co do PiS… no, szczęśliwie przyszło im rządzić w czasach, w których nam ludziom żyje się po prostu dobrze. Przejęli pałeczkę w momencie, w którym wcześniejsi zawodnicy wypracowali w sztafecie dobry czas. I dzięki temu żyjemy w dobrobycie. Tak, bo czasy, w których nie odczuwamy głodu to właśnie czasy dobrobytu. Akurat przypadło, że dziś był dzień wyborów samorządowych, a my z Kasią oglądamy teraz TV i zastanawiamy się… kto na nich głosuje? Kto? Kutafony na kaczych łapach, no o co chodzi, co to ma być? I ja, tak jak mój kolega nauczyciel wiem, że jeśli nie obejrzałeś jeszcze filmu „Kler” albo mówisz, że nie widzisz powodu, by pójść na niego do kina (bo już wszystko przecież wiesz na jego temat) to znaczy, że… głosowałeś na PiS.  Nie wiem skąd to wiem, po prostu wiem!

No, ale po co się denerwować. Zakopane. Zakopane! Wróć do tematu, Łukasz, wróć do tematu! Yyy, ok, piękne górskie szlaki, yyy… cudowne widoki! Yyyyy… klimatyczny, surowy klimat. Yyy… to zdanie chyba nie miało sensu. Yyyy… co jeszcze? Co jeszcze!? Dobra no… wiadomo, że było super. Dodatkowo Kasia zrobiła dla nas i swoich rodziców świetną foto-książkę, która jest najlepszą, wymarzoną pamiątką z tego miejsca. I jest zdecydowanie lepsza od mojego filmiku. Nie! Nie mogę. Zakopane to wspaniałe miejsce, ale czuję, że muszę… inaczej. Oczywiście ja nie mam żadnych negatywnych odczuć do Zakopanego, tak jak inteligentny widz skuma „Kler” tak samo zrozumie, że dostrzegam problem w ludziach, a nie w tym mieście, no przecież. I pewnie nawet odbiegnę od tematu, wszystko poplączę i zakończę ciekawostką o dinozaurach, ale chyba warto to napisać. 

Zakopane. Ludzie kupują tu dosłownie wszystko. Sklepy z pamiątkami są wszędzie. Każdy tani gadżet jest NIE-ZBĘ-DNY!  Jak oni mogli do tej pory żyć bez tych wszystkich rękodzieł, magnesów, świecidełek? To niesamowite. Kiedy przyglądałem się kompletnie zaabsorbowanym ludziom, którzy jak zaczarowani, wędrowali pomiędzy sklepowymi półkami, niedowierzałem. Ludzie to uwielbiają. Zawsze się wtedy zastanawiam… co oni z tym wszystkim zrobią? Co zrobią z taką… na przykład szklaną kulą? Co zrobią? Taką co to się ją obraca i prószy czymś co przypomina śnieg. Gdzie oni to postawią? Na telewizorze? Już nie, bo w zeszłym roku kupili płaski i kula może spaść. Więc gdzie? 

Restauracja. Nie musisz być nawet głodny, a wychodząc z niej jesteś lżejszy o dwie stówy i cięższy o dwa kilo. To trochę przerażające, że wszechobecny konsumpcjonizm nikogo dzisiaj nie dziwi, po prostu mamy na coś ochotę i bez zastanowienia – robimy to. Najwyżej się zesramy od tego dobrobytu, tyle nam grozi. Wiadomo przecież, urlop, wakacje, trzeba korzystać. „Kochanie, jak będziemy w domu to wracamy do normalnego jedzenia” – dało się usłyszeć słowa mijających nas, z widoczną dużą nadwagą ludzi. 

Czy nie powinniśmy się trochę… wstydzić? A może tylko przesadzam, może właśnie powinniśmy się cieszyć tym co wypracowaliśmy sobie jako gatunek? Nigdy przecież nie było lepiej niż teraz. Tony żarcia, drogie ubrania – oryginalne kolekcje, premiera nowego smartfona? Nawet z dwukrotnie szybszym procesorem nie odczujesz różnicy, ale musisz go mieć… i będziesz miał. A za tym wszystkim stoją ludzie, którzy to produkują, pracują w pocie czoła za grosze. A ja sam konsumuję. I to w nadmiarze. O rany… 

To zdecydowanie najbogatsze i najbezpieczniejsze czasy w jakich przyszło nam żyć. Tylko, że w tym wszystkim… nie ma równowagi, a słowo umiar – umarło. Oczywiście jest jeszcze wiele miejsc na świecie, w których wciąż trwają wojny, gdzie głód i śmierć to codzienność, mam tego świadomość. Ale my jesteśmy tutaj. Nie tam. TUTAJ! Nie tam! I nie chcemy tam być. I nawet gdybyśmy szczerze chcieli to sobie wyobrazić, nie potrafimy. Nawet nie chcemy sobie wyobrażać, bo tak szczerze i zupełnie po ludzku… mamy to po prostu w dupie. Nie obchodzi nas ich los. 

O nie! Jak mogłem tak napisać!? Jak!? Bo dopóki źle dzieje się gdzieś tam, daleko od nas, to wszystko jest ok. A nie!? Ile razy widzieliście reklamę o biednych dzieciach? Dobra… tam o dzieciach, o czymkolwiek co wymaga finansowego wsparcia? Nawet jak raz wysłaliście sms’a, to przecież nie robicie tego za każdym razem. No pomyślcie, przecież pomoc ograniczająca nas do wysłania sms’a to nawet nie jest zainteresowanie się sprawą. Bez tej reklamy nawet byśmy o tym nie wiedzieli. To wytłumaczenie przed sobą, że przecież pomagam! Pomagam! Ale wysłałem! Jestem dobry! Nie zrozumcie mnie źle, nie mówię o tym, by wysyłać takie sms’y za każdym razem gdy ktoś zrobi smutną minę w telewizji. Nie trzeba nawet mówić głośno o tym, że ma się to gdzieś, bo faktycznie, po prostu nie wypada, a ja to zrobiłem, bo być może jestem źle wychowany, ale przyznać, po cichu, przed samym sobą… to już chyba trzeba. Ale nie! Nie robimy tego, bo nam się naprawdę wydaje, że nas to obchodzi. Bo my naprawdę współczujemy! Serio! O jak my współczujemy! Ooo jaaak myyy poootrafiiimy wspóóółczuć! 

„O nie… ci wszyscy biedni ludzie… BOŻE… stracili domy… widzieliście!? Było trzęsienie ziemi i… Jezuuuu… hm… może udostępnię to na facebooku, ktoś na pewno pomoże. To… co dzisiaj jemy na obiad!?”

I to by było na tyle. Jak gdyby nigdy nic wracamy do tych przyziemnych spraw, bo niby co mamy zrobić? No co? Współczujemy, jasne, że tak. Chwilowo. Czasem dłużej, czasem krócej, ale… wciąż jednak chwilowo. 

Kowalski za mało zarabia i jego dzieci nie pojechały na wakacje. Może dołożysz się na wakacje dla dzieci Kowalskiego? Co tam Kowalski, żywy przykład – Marcin Dorociński ratuje w TVN’ie rysie. Rysie! A czy Ty przekazałeś swój 1% podatku na ochronę przyrody? No nie, no nie no, bo mamy to… gdzie? No właśnie tam.  

Ale najciekawsze jest to nasze podejście do pieniędzy. Kiedy różnie traktujemy wartość tej samej monety. Czasem lekką ręką wydajemy kasę na różne zachcianki, ale proszek do prania wybierzemy najtańszy. Byleby był najlepszy! Codziennie każdy z nas gubi jakieś grosze w czeluściach swojego plecaka, torby, kieszeni, ale gdy tylko żul na ulicy poprosi o 50 groszy, zachowujemy się jakby chciał nas okraść z grubej kasy. Ja wiem, że chodzi o sposób w jaki to robi, warczący pies też nie wzbudza w nas zaufania, ale czasem tak sobie myślę…, bo przecież kiedy spadnie mi na ziemię 10 złotych to dodatkowo rzucam ukradkiem jeszcze stówę, żeby dopiero wtedy bez wstydu pochylić się i podnieść swoją stratę, a jak słyszę za sobą dźwięk odbijanej o beton monety to nawet się nie rozglądam, szkoda zachodu, to… co mi szkodzi? 

Ale żulowi nie dam! Nie dam! Nie dam!✊ O nie… złamanego grosza nie dostanie! Pewnie będzie pił! Nie dam! Nie będzie mnie okradał, pijak jeden! Nie dam i kropka!

No i nie daję. 😎

Od razu taki podnosi człowiekowi ciśnienie. Za robotę by się wziął, a nie uczciwych ludzi…! No! Haha, a najciekawsze jest czasami to nasze tłumaczenie. „Nie mam, płaciłem kartą.” Albo… „nie mam drobnych”, no pewnie, że nie mam, przecież pani z Biedry wydała równą stówkę. 

Zatem, dobrobyt! Warto też dodać i zrozumieć, że żyjemy w najbardziej bezpiecznych czasach w historii. Z całym tym terrorystycznym syfem w tle, ale… to historia pokazuje, że kiedyś to się dopiero działo. A dzisiaj? Porównanie tego do tamtego? Luz. I nawet jeśli po mojej głowie chodzi czasem jakaś dziwna wizja wciśnięcia jednego czerwonego guzika przez jakiegoś chorego pojeba, to dopóki tego nie zrobi, możemy sobie wyjść do parku bez strachu o własne zdrowie, korzystać z wszelkich dóbr i bawić się życiem. Dawniej wychodząc poza swoje terytorium jedyne czym się mogłeś bawić to strzałą, wystającą z obu stron Twojej kończyny, a jak dałeś się złapać w siatkę to byłeś sprzedany na targu za bezcen.

A gdy nie poszedłeś w niedzielę do kościoła… zostałeś spalony na stosie. Obecna władza powinna mieć taki punkt w swoim programie wyborczym. Palimy grzeszników! Jak jesteś rudy, to też. Na stos. Ale to akurat jest w pełni zrozumiałe, w pełni akceptowalne przez środowisko, legalne i nie wymaga komentarza. 

A dziś? No nic się nie dzieje! Tylko media kreują wciąż te niebezpieczeństwa, żyć nie dają po ludzku, normalnie. Jak nasze mamy. „Załóż czapkę, bo się przeziębisz”. „Nie biegaj, bo się przewrócisz”. I dlatego w mediach nie usłyszysz… dziś nie rozbił się żaden samolot! Dziś nie było zamachu! Ani jednego wypadku na drogach! Wszyscy kierowcy byli trzeźwi! I od mamy też nigdy nie słyszałem – zostaw to mięsozjedz ziemniaki!

Wciąż tylko te niebezpieczeństwa! W momencie pisania tego tekstu w Polsce zginęło pewnie z tuzin ludzi, ale oni i tak pokażą, że spadła awionetka, w której życie straciły dwie osoby. I tak przez tydzień. Dwie osoby. Dwie! I flagę do połowy na Wiejskiej. 

Boże nie poznaję sam siebie, ale jestem chamem… dobra już kończę. 

Byłbym zapomniał. Wiecie, że podobno Tyranozaur Rex nie był wcale drapieżnikiem, a padlinożercą?