Wreszcie udało nam się wyrwać z miasta i zrobić krótką trasę. Do Nekli podskoczyliśmy pociągiem. To już nie te czasy, kiedy byłem tak bardzo usportowiony i odpowiednio rozciągnięty. Kasia jak zwykle piękna, a ja… jak zwykle brzydki, ale o niebywałym uroku i efekcie na głowie pożądanym przez najlepszych specjalistów: 

 

Po kilku pierwszych kilometrach nawigacja wyłączyła się. Być może był to efekt upadku, który zorganizowaliśmy wraz z babcią, która preferowała ruch lewostronny. Zdarty łokieć u Kasi to efekt tego samego zdarzenia 🙂 Gdzieś tak z 65 kilometrów przepedałowaliśmy, z czego zdecydowanie 90% pod wiatr! 

Że niby 2500 kcal? Po mnie nie widać… :/