Odkąd tylko sięgam pamięcią… mam pewien sentyment do Kołobrzegu. To właśnie tu dostałem pierwszy w życiu mandat za nocleg na plaży. To właśnie tu dojechałem rowerem aż z Poznania! Pedałowałem tak z 14 godzin… kurde, dobry jestem. Po drodze zjadłem z 10 snickersów. I inne słodycze. Dużo innych słodyczy. Dużo piłem. Red Bull, Tiger, Cola… Chyba przytyłem…

A! Tak dla jasności! To, że nazwałem blog KasiaLuki nie znaczy, że raz to ja będę coś pisał, a czasami napisze coś Kasia. Chociaż to ona poprawia wszystkie moje błędy i ciągnie za wszystkie sznurki, samozwańczym redaktorem jestem ja! W ten sposób okazuję swoją męskość. Stanowczo! Zdecydowanie! Raz powiedziałem i więcej nie powtórzę! No chyba, że będzie chciała coś napisać, wtedy to ja nie mam nic do gadania… 😀

Tak to chyba właśnie jest w tych związkach. Kobiety nas ubierają, kobiety mówią ile kostek czekolady możemy zjeść i jaką koszulę ubrać na niedzielną kawę z mamusią. Uśmiechaj się i przytakuj! A ci wszyscy faceci, którzy nie są pantoflarzami tak jak ja, są… kawalerami. Ah ta niezależność, te męskie wypady na bilard, te wspaniałe imprezy, po których nic się nie pamięta, ale ma się pewność, że było fajnie! I właśnie moja lepsza połowa pochodzi z Kołobrzegu, także tego… mogę tylko powiedzieć, że zbieram punkty. Wszystkiego najlepszego w tym ważnym dniu! :*

i kilka chwil z KG… 🙂

A jutro… a w zasadzie jeszcze dzisiaj… kierunek Berlin!