Papa… rowerki… 

No i pojechali… ona spaliła 900 kcal, on też, ale zjadł loda i wyrównał. Ona nie, bo jest mądrzejsza. Ale to u nich standard, dlatego w ich związku jest wyraźny podział. Jej zadaniem jest gadanie, jego słuchanie. No, ale jak każdy niebywale przystojny, pewny siebie facet on też ma coś do powiedzenia. Czasami.

Ale ja jeszcze schudnę, niech no tylko w Poznaniu lodowisko uruchomią od września. Wtedy dwie tercje dziennie, codziennie! Tylko żebym nie pił tej gorącej czekolady z automatu…

Kasia się ze mnie śmieje… trochę, że jak mam zapał do treningu to od razu maraton jadę, potem zdycham, bo zakwasy, a nie potrafię być systematyczny i konsekwentny. Coś w tym jest, ale no… nie potrafię odmówić sobie czekolady. I piwa. I… znalazłoby się parę jeszcze ciekawych smakołyków, chociaż chyba ograniczyłem cukry. Zamiast 5 łyżeczek do herbaty… 

Jak to jest, że ludzie, których ołówek uciskał twoje plecy w szkole – „ej, co jest w 3? C?”, którzy raczej nie byli geniuszami i ledwo ją kończyli, potrafią uruchomić jakieś… nieznane mi obszary w mózgu, by codziennie zastanawiać się nie jak, ale ile dzisiaj podnieść na klatę? No i jeszcze ten kurczak. Ciepły, zimny… nieważne. Ważne, że z platikowego pojemnika!

I znów nie wyłączyłem endomondka podczas przerwy…, ale Vmax całkiem całkiem…

Screenshot_2017-08-26-23-51-13