Ta więź matki i córki, kiedy po rozmowie telefonicznej Kasi z jej mamą i tak nie zrozumiem o czym gadały i co tam uknuły. I nawet nie próbuję, znam swoje miejsce w szeregu! 

Dziewczyny wyleciały dziś wcześnie rano na Fuertaventurę, a ja biedny zostałem w domu sam, jak palec, na cały tydzień! Na pewno będę się strasznie nudził, po pracy przykryję się kocem zaraz ponad dziurki od nosa i nie będę robił nic, usychając z tęsknoty, czasem obżerając się chipsami. Tymi paprykowymi! Ale to po pracy, czyli nie dziś, bo miałem wolne. Jeśli badania medycyny pracy można nazwać dniem wolnym? Ale nie spędziłem tego dnia jak większość ograniczonych ludzi – na korytarzu, w oczekiwaniu aż wywołają moje nazwisko. Godziny były planowane, wystarczyło zapytać. 

Po powrocie do domu zastałem mały bałagan. I wreszcie do mnie dotarło! Bo przecież rano nikogo oprócz mnie już nie było w domu! Co prawda kiedy wracam z pracy czasem… „pachnie” rybą lub kalafiorem, ale zawsze jest posprzątane, zawsze jest czysto. Wszystko stało się jasne! Na badania musiałem jechać na czczo, ale uszykowałem sobie jedzenie na później. Jednak nie przypominam sobie bym nabałaganił, więc oczywistym jest, że to Kasia zdążyła upaćkać stół przed wyjazdem, a ja jakimś cudem musiałem to przegapić. No ale bez kawy człowiek… to jakiś taki niekumaty. 

Wciąż jednak pozostaje pytanie – co będę robił w te… wakacje 🙂 ?
Może… nadrobię zaległości w Kinie? Mamy wykupione karty Unlimited w Cinema City. Lubimy chodzić do kina, miesięczny abonament za kartę to 44 złote, a możesz chodzić na wszystko. Możesz, ale i tak nie będziesz, bez przesady, „Smoleńsk” odpuściliśmy sobie na rzecz innej animowanej bajki, a horrorów się po prostu boimy. Ale nie znudziło nam się jeszcze, więc chyba warto płacić. Póki co… opyla się! 

Ale samemu? Bez Kasi to jak bez ręki, nogi trochę. A może… pójdę na łyżwy? Chociaż tak bez „nogi trochę” to ciężko. Odpada, nie… powinienem tęsknić! Mógłbym też pobiegać, zacząłem w zeszłym tygodniu i nawet dobrze mi szło. Wystartowałem trzy dni z rzędu, ale w kolejnych pracowałem zdecydowanie za długo i wracałem o bardzo późnych godzinach. No dobra, jakaś wymówka musi być! 

Ale skoro przy wakacjach jesteśmy… przecież my niedawno wróciliśmy z Costa Dorada! I właśnie teraz warto to sobie przypomnieć. Dopiero teraz mam chwilę (chyba nie muszę tłumaczyć z jakiego powodu), by zacząć chociaż montować ten filmik… 🙂

Filmik wkleję niedługo, nie dałem rady go dzisiaj skończyć ;/ A ten tekst usunę, ok? 

Hm… powoli zaczyna docierać do mnie, że jedynym pozytywnym aspektem wyjazdu Kasi jest to, że na kanapkę z serem i pomidorem mogę bezkarnie położyć cebulę…

edit:
i… nawet nie przeszkadza mi, że od dwóch dni na stole stoi butelka po piwie… jakoś tak się komponuje z całością mieszkania. No dobra, dwie butelki…

W sumie… nie usunę tego co powyżej napisałem, zostawię ślad! ;). Zrobiłem ten filmik, w końcu! Od samego początku skopałem sprawę, miałem fajne narzędzia do pracy pod nosem, ale z nich nie korzystałem! Przeklinałem, że tak późno to odkryłem. Program iMovie na Macu Kasi to mistrzostwo świata. Dobra, Kasia, wiem co myślisz, że za miesiąc znów znajdę jakiś program i powiem, że ten to teraz jest najlepszy, a tych co wcześniej używałem były beznadziejne. Być może masz… rację! 😀

Ale od początku. Wszystkie dotychczasowe filmiki sklejałem w… telefonie. Po zakupie kamerki GoPro pobrałem do niej oprogramowanie na smartfon, w którym się zakochałem. W oprogramowaniu, w smartfonie byłem już wcześniej zakochany. Wiem, że będę go jeszcze używał, na pewno (oprogramowania, smartfona też w sumie), ale już nigdy do bardziej złożonego filmu. Nie ma szans. Jaki niemądry (dobra, głupi) byłem, ciskając tym rysikiem w lewo i prawo.

Kasia mówi, że jestem cierpliwy, w sumie… kto by nie przespał całej nocy, żeby dokończyć filmik? Jest 8:19, a ja dosłownie przed chwilą skończyłem się bawić. To był mój pierwszy kontakt z programem iMovie, więc musiałem się trochę nauczyć. Pewnie niedługo padnę, chociaż póki co w ogóle nie chce mi się spać. No… wczoraj obudziłem się o 13, więc w zasadzie nie ma się co dziwić. 

W każdym razie, filmik gotowy. Niestety jak już pisałem, głupi byłem, co da się odczuć w odsłuchu muzyki towarzyszącej pierwszym i ostatnim scenom. Tylko środek filmu robiłem na komputerze, a początek i koniec w telefonie, po czym wszystko scaliłem w komputerze. Trochę jestem na siebie zły, że tak szybko się poddałem, mogłem to poprawić, zacząć od początku, ale… ale ja już nie mam siły. Na pewno będę mądrzejszy na przyszłość. Przepraszam, oddam za bilety! 😦