Ludzie różnie reagują na wieść o moim spadochroniarskim hobby. Najczęściej są w lekkim szoku i zadają parę pytań jak to jest, mówiąc, że sami chcieliby spróbować lub, że nigdy by się nie odważyli. Są też tacy, którzy uważają to za skrajny idiotyzm, przestrzegając mnie przed niebezpieczeństwami jakie niesie za sobą ten sport. 

Trudno się nie zgodzić z tymi drugimi, spadochroniarstwo bywa niebezpieczne, zwłaszcza kiedy w głowie huczy od głupich pomysłów. Nie każdy powinien skakać, a sam wypadek może przydarzyć się nawet tym najbardziej doświadczonym. Dlatego dobrą alternatywą i w zasadzie całkowicie bezpieczną jest tunel aerodynamiczny. I tak jak nie mam w zwyczaju namawiać ludzi na skoki, tak do tunelu wepchnąłbym każdego. To świetna zabawa, nawet jako namiastka i symulator prawdziwego spadania… daje niezłego kopa! 

Ale po prostu… ale… nawet tunel no… to nie jest to samo co prawdziwy skok. To nie oddaje „tego”. Rosy z rana, zapachu paliwa, momentu, w którym otwieramy drzwi. Nie sposób opisać emocji, które towarzyszą mi na myśl o skokach. Muszę. I koniec. 

I to nie jest strach, bo gdybym się bał to bym tego nie robił. Są jednak i tacy, którzy czują, że muszą coś sobie udowodnić. Którzy przełamują swoje lęki i takie tam… pierdolenie. Którzy mówią, że „tylko idiota się nie boi”. Jak dla mnie to wymuszona próba respektu dla tego sportu. Bojąc się, jaką czerpią z tego energię? Pozytywną czy negatywną? Zdecydowanie bardziej komfortowo czuję się, kiedy jestem skupiony na tym co chcę w danym skoku osiągnąć. 

Spadochroniarstwo stało się dziś tym, czym nigdy nie powinno się stać. LANSEM. Bogate dzieciaki budują sobie na tym pozycję w stadzie, lansując się przy każdej nadarzonej okazji. Łatwiej im w ten sposób poderwać dziewczynę lub dostać za darmo kolejkę w barze. I to tyle jeśli chodzi o poczucie respektu dla tego sportu, hipokryci. 

Skoro już przy tym jesteśmy, na Kasię podziałało… „na ofiarę losu”. Bardzo chciało mi się pić… jeszcze raz dzięki! Dość długo nie wiedziała nic o samych skokach. Gdybym był pozerem… nic by z tego nie wyszło. Zdecydowanie lepiej jest nie stawiać ludzi w pozycji, w której traktują Cię przez pryzmat „czegoś”. Daj się poznać jako normalny koleś, bądź normalny, a normalna dziewczyna to doceni. 

Przez większość lat nie miałem nawet swojego sprzętu. Do dziś nie mam spadochronu, co najwyżej wysokościomierz i kask, a zamiast gogli spadochronowych używam pływackich, które są po prostu lepsze i za które zapłacisz pięć razy mniej. Cokolwiek by to nie było i ile by nie kosztowało – buty, łyżwy, rolki – za ciebie nie przyspieszą. I właśnie tak to bywa, że niektórzy jeszcze nie wykonali żadnego skoku, a oprócz naklejki na tylną klapę samochodu zakupili cały niezbędny osprzęt, by czuć się jak prawdziwy skydiver! Ja naklejki nie mam… 

I dziś się tego wstydzę, ale kiedyś lubiłem się pochwalić jaki to jestem fajny i jakie mam fajne życie. Nawet mam świadomość, że te wszystkie głupio-mądre słowa tak naprawdę nikogo nie obchodziły. Są jednak ludzie, którzy nie wyrastają z tego etapu i wciąż czują potrzebę malowania rzeczywistości swoimi kredkami, czasem naginając prawdę lub zwyczajnie w świecie kłamiąc. I to nie tylko domena dzisiejszych startupowców, co też ludzi, którzy mają parcie na szkło. Nawet jeśli masz zaparkowane Ferrari w garażu i pijesz wódkę z gwiazdami polskiego rock’a… mnie to wali. Bądź normalny… to się  może nawet polubimy. Zwłaszcza jak przyciśniesz gaz do dechy. 

Może po prostu nie czuję potrzeby lansu, nawet o tym blogu wie garstka zaufanych osób i oczywiście Ty, drogi czytelniku, który przypadkiem tu trafiłeś. Dzięki, nakręcasz mi statystyki. Zamiast trzech odwiedzających na miesiąc mam już czterech! Tylko, że… ten blog jest po prostu skazany na sukces i prędzej czy później będzie najbardziej popularnym blogiem w Polsce. Nie będę mógł się opędzić od fanów, w skrzynce mailowej od podziękowań zabraknie miejsca na serwerze, numer telefonu będę musiał zmieniać co kilka dni, a fejsa usunę, bo na tablicach znajomych wszędzie będzie to samo. Adres do tego miejsca. 

No dobra, czas na krótkie podsumowanie, ja to ten najgrubszy z towarzystwa, ale Kasia… zobaczysz. Zobaczysz Kasia! Do świąt! Skleiłem na szybko parę scen, co prawda tylko z jednej kamery, bo materiałów z drugiej pewnie nigdy nie zobaczę, i w dodatku egoistycznie pominąłem wszystkich poza sobą. Dla lansu, wiadomo! 🙂