Auta odjechały…

… została tylko nostalgia. 

Czasem wyjeżdżam i podłączam różne dziwne urządzenia, które pozwalają połączyć się z naszą bazą danych w firmie i prowadzić sprzedaż biletową w dowolnym miejscu na świecie. To część mojej pracy, a jak to czasem bywa, można połączyć przyjemne z pożytecznym! 

Pozwiedzałem, pooglądałem, pogadałem z wystawcami, którzy eksponowali swoje fury. Ktoś nawet pokazał mi lampy doświetlające zakręty z lat… 30. Nieprawdopodobne, sądziłem, że to jedne z dzisiejszych odkryć motoryzacyjnych, bo do użytku wprowadzono je przecież niedawno. W każdym razie było co oglądać, ale jeśli ktoś przyszedł i rzucił okiem to fakt, w godzinę „zobaczył” wszystko. Wystawa do największych nie należała, dlatego trzeba było się nią delektować. Wystawcy naprawdę lubią gadać o swoich zabawkach i jeśli tylko się lekko zainteresujesz, szybko Cię nie puszczą. Teraz pomnóż to przez kilka stoisk i masz dosyć. No i każdemu trzeba mówić, że jego auto jest najlepsze. 

Przysiadłem na kawę, system biletowy nie sprawiał problemów, ani jednej awarii przez cały weekend, myślę sobie – na pewno by zadzwonili. Rozwiązałem już większość informatycznych problemów za pomocą samego dotyku, więc pozwoliłem sobie na trochę przyjemności. Obserwowałem z daleka rodzinę, para z trójką dzieci. Uśmiechnąłem się na myśl, że też bym tak mógł. No… może trochę nie chciałoby mi się tachać tych małych rowerków, balonów, kredek i zabawek, ale i tak było w tym coś magicznego. A na pewno do czasu zakupu lodów, kiedy ojciec małej gromadki zaczął wrzeszczeć na syna, bo temu lód spadł na podłogę. Niczemu winne dziecko kontra wielki jak piec kaflowy ojciec. I co się takiego wielkiego stało? Po co on drze ryja na tego dzieciaka? Co za kretyn, pomyślałem sobie…

Ja na pewno bym nie krzyczał bez powodu i nie zachowałbym się jak taki burak. No chyba, że od rana dziecko nie chciałoby się ubrać, pakując rzeczy do auta… chciałoby siku, bez rowerka to ono nie wyjdzie… od razu histeria, a… i jeszcze ulubiona zabawka… Batman, i kredki, do tego cała ryza papieru, bo będzie rysował nasz mały artysta. Już widzę powrót… „tata balonik!”, „tata balonik!” 

Niech no tylko przed obiadem spróbuje zawołać o loda, gówniarz jeden…