2 tygodnie w 10 minut. Jak do tej pory był to chyba jeden z najbardziej wymagających filmów, które montowałem. Lewostronny ruch, dwa krany i drzwi w toalecie otwierające się do środka to tylko niewielki wycinek dziwactw, z którymi się spotkaliśmy 😉 

Cały czas powtarzałem sobie… „byle do pierwszego ronda, byle do ronda, jak już przejadę przez pierwsze takie cudo to będzie dobrze”. I faktycznie! Ruch lewostronny nie był taki zły, zwłaszcza, kiedy samochody z naprzeciwka mrugały światłami albo trąbiły.

Dwa krany? Rozumiem ideę oszczędzania wody, ale… serio? W praktyce wygląda to tak, że z jednej rury leci ogień, z drugiej kruszy się lód. Nie ma nic pośredniego. Musisz sobie wymieszać w zlewie. No i toalety na kempingach! Chcesz wyjść? Musisz stanąć na sedesie, żeby otworzyć drzwi. Nie wspomniałem o „english breakfast” ? No przecież! Możesz sobie skomponować śniadanie na tak wiele różnych sposobów, masz na to aż 5 składników. Jajka, tosty, masło, fasolę i bekon. No i pół szklanki tłuszczu w gratisie. Możesz jeść jajka z tostem i bekonem, możesz jeść masło z fasolą, możesz też jeść fasolę z fasolą! Świeży pomidor? Eeee, a po co… lepiej go usmażyć. W oleju! 

Ale przecież… no było super! To były jedne z najbardziej aktywnie spędzonych wakacji i te wszystkie piękne miejsca, w których całkowicie się zatracaliśmy, były… no piękne! Przecudowne! Cały dzień, jak te dzieci na trzepaku i my spędzaliśmy każdą chwilę na podwórku. Albo na polu, albo… na dworze, jak kto woli. Na pewno bym trochę schudł, gdybym skutecznie nie nadrabiał straconych kalorii jedząc słodycze. Przeszedł 20 kilometrów. Zjadł snickersa. Albo pięć. I loda. Dowalił dwa kilo. To cały ja! 

Anglia, którą my poznaliśmy, to nie wielkie miasta, London Eye czy Big Ben. Dla nas były to ciasne, kręte drogi, stare budownictwo i brak miejsc parkingowych, i… co akurat było fajne, brak turystów! Nierzadko musiałem cofać do najbliższej zatoczki, by przepuścić samochód jadący z naprzeciwka. Gorzej, kiedy podjeżdżałem na pierwszym biegu pod górkę, a tu nagle jedzie wielki kloc, Land Rover! Ja nie wiem co on chce „discovery”, skoro nigdzie się nie mieści, jest takim bydlakiem, że kosił lusterkami żywopłoty, które wyrastały dokładnie na szerokość drogi. Ale prawdziwa zabawa i tak zaczynała się w momencie, w którym na horyzoncie pojawiał się jakiś kamper… 

Ledwo się mijaliśmy, dosłownie na zapałki, ale Anglicy wypracowali skuteczną metodę bycia bardzo uprzejmym na drodze. Żeby przejechać, muszą się przepuszczać. Naprawdę, nie spotkałem się z żadnym chamskim zachowaniem, wręcz odwrotnie, wiele osób jeździ bardzo spokojnie, rozumieją co oznacza jazda na zakładkę podczas korków, nie wyprzedza „żabką”, by przy notorycznie stwarzającym zagrożeniu być te 2 minuty szybciej w domu, nie podjeżdża pod zderzak, nie mruga światłami na autostradzie, bo musi przecież zapieprzać i wszyscy won, bo jest najważniejszy na drodze. Oczywiście na 100% znajdą się też tacy z syndromem charta, ale praktycznie z niczym takim się nie spotkałem. Może dlatego, że sam źle podkleiłem mile przy kilometrach… 

Ciekawe, czy uda nam się tam wrócić zimą. Trochę urlopu nam jeszcze zostało, a zobaczyć sztorm zimą, te ogromne fale, rozbijające klify raz po raz, to by było coś! Wyeksplorowaliśmy teren i znamy najlepsze miejscówki, więc pozostaje spakować ciepłe ciuszki, kupić bilet na samolot, wypożyczyć auto i… zwiedzać! A na pewno odkryjemy jeszcze wiele innych, ciekawych miejsc