Widzieliście kiedyś kilka tysięcy wędkarzy w jednym miejscu, siedzących przy jakimś akwenie wodnym z wyciągniętymi wędkami w stronę wody, z zapasem piwa i papierosów na dwie doby? 

Rozumiem, gdyby nie szło wędki wcisnąć, ale często kolejny łowiący stoi kilkaset metrów dalej, a pierwszy już go przeklina, bo tamten drugi to ma lepszą pozycję, sprzęt i przynętę pewnie też! Już pomijam wszystkim znane – „cicho bądź, bo ryby płoszysz!” Jak przejdziesz obok to już się taki nerwowo kręci na tym swoim krzesełku. 

Polski Związek Wędkarki zrzesza ponad 600 tysięcy osób, a ja pytam, gdzie oni wszyscy łowią!?  Bo idzie taki wędkarz nad staw i patrzy… pięciu innych już rozstawionych. Zajęli najlepsze miejscówki, nic tu po mnie. Wracając po kilku głębszych w barze zahaczy o spożywczaka i powie… „Grażyna, dzisiaj złowiłem gotowe filety!”. No i ja to rozumiem!