Że też nam się miot na literę „R” trafił. Mnie, któremu wypowiadając tę literę język skleja się z całym podniebieniem 😂. W każdym razie nikt nie mówi, że nie mogę do psa mówić inaczej. Na przykład „Kaczyński”, przynajmniej zawsze wtedy kiedy jego zachowanie nie będzie do końca pożądane 😎… 

Tak wygląda nasz maluch! Zdjęcie udostępniła nam pani Magda, która prowadzi przekozacką hodowlę borderów. Jest niesamowita. Zarówno hodowla jak i pani Magda. Ta kobieta ogarnia chyba ze 30 takich diabłów i robi to z taką łatwością i lekkością, że przecieramy oczy ze zdumienia. Wypracowała swoją pozycję w stadzie! 

Niektórzy mają problem z wyjściem na spacer z jednym psem, ona wyprowadza je wszystkie na raz. Bez smyczy. Teren dla psiaków ma niesamowity, do tego owce, pieski mogą dzięki temu rozwijać swoje naturalne instynkty, planuje też mieć konie, generalnie babka nie boi się wyzwań. Jej hodowlę znajdziecie pod TYM adresem. No i niedługo odbieramy jednego takiego szatana, zabawki już czekają! No to… tematyka tego bloga z żadnej konkretnej pójdzie chyba w całkiem zrozumiałym kierunku 😎. Już miałem plany – kupię nową domenę i może w ogóle zbuduję jakąś ładniejszą stronę, będę prowadził nowego… eee… nie. Nie będę. Żaden ze mnie bloger😅, po prostu musi mi się czasem chcieć coś napisać, a nie chcieć mi się czasem musieć. Ciekawe czy ciężko będzie pisać jedną ręką, kiedy w drugiej będę trzymał szarpak… 

A! Nie kupiliśmy pieska ze względu na zaistniałą sytuację, żeby nie było! W zasadzie starałem się nigdy nie komentować spraw, które dzieją się na świecie, a zwłaszcza spraw politycznych, bo po pierwsze, co ja się tam znam, a po drugie, każdy w tych tematach ma własne zdanie. Myślę sobie – po co mi setki tych negatywnych komentarzy, fala hejtu i ucieczka fanów do jakichś nic nie znaczących, drugorzędnych blogów, no nie? Otóż to! 

Jedyne co mogę robić to oglądać wiadomości i kręcić głową z niedowierzaniem. W głowie nie mieści mi się też, jak można na swoim płocie wywiesić plakat z Dudą. Dlatego lepiej wyluzować i sobie pisać o tym co tam u nas, zbierać miłe wspomnienia i ciekawe chwile. W każdym razie mam tylko nadzieję, tak jak każdy, że to wszystko już niedługo się skończy. Z drugiej strony współczuję jednak naturze. Wiadomo, że trochę za nią tęsknimy, ale ona na pewno nie tęskni za nami. Może jako społeczeństwo wyciągniemy coś z tej lekcji, chociaż gdy tylko życie wróci do normy, tylko… – czym w zasadzie ta norma jest? – to znów pochłonie nas ta smutna konsumpcja. Mam jednak cichą nadzieję, że wielu ludzi poukładało sobie co nieco w główkach i przestaną gonić własny ogon, po prostu redukując swoje potrzeby. Bo czym są te potrzeby jak nie w większości głupimi zachciankami? W zasadzie styl naszego życia niespecjalnie się zmienił od tego, co było przed epidemią. Tak w skrócie… nie jesteśmy z tych, którzy każdy wolny wieczór spędzali w restauracji i lansowali się kawą ze Starbucks’a. Prędzej znajdziesz w moim plecaku… oprócz obowiązkowego snickersa, bułkę, którą zrobiła Kasia i termos z kawą. I jabłka dla Kasi, bo pomimo, że ma swój plecak to i tak zawsze wpycha je do mojego.

No i wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt totalnej bezmyślności naszego rządu, zamknięcia lasów, parków i plaż. W zasadzie to nawet jestem w stanie to zrozumieć, bo każde wyjście z domu powoduje jakieś tam zagrożenie, ale nie dajmy sobie wmówić, że chodzi o nasze bezpieczeństwo, a nie o zasilenie państwowej sakiewki. Tylko, że ludzie też nagle się dziwnie zachowują. Mówię o tym co widzę na Facebook’u w grupie osób, którym ciężko rozróżnić drzewo liściaste od iglastego. Zabrano im coś z czego na co dzień i tak nie korzystali i teraz to właśnie oni najgłośniej w tej sprawie krzyczą. Swoją frustrację z powodu zamkniętej galerii handlowej przelewają w złym kierunku.

Co prawda oczami wyobraźni widzę te wszystkie powalone drzewa w pięknych, kołobrzeskich lasach i naszego pixelowego przyjaciela, stojącego na jednym z nich. Widzę lecące w moją stronę wyrzucone przez Kasię frisbee na plaży i liczę na to, że nasz Raster chwyci je zanim talerz wybije mi zęby. Przed nami jednak najpierw okres szczenięcy, głęboko wierzę, że sprostamy jego wymaganiom i zyskamy tym samym towarzysza, który pokocha nas tak samo jak my jego, a wspólne spacery, wycieczki, przekąski i nagródki, w tym te przygotowane dla mnie 🤓, zaowocują w przyjaźń na lata. 

Kiedy chwalimy się, że kupiliśmy pieska rasy border collie, ludzie zachowują się jakbyśmy sprowadzali do domu kosmitę. Zgadza się, bordery to przede wszystkim rasa psów użytkowych, ale nie oznacza to, że jego potrzeby będą tak bardzo różniły się od potrzeb innych psów. Hodowla pani Magdy to głównie psy pracujące, ale każdy pies, niezależnie od rasy wymaga poświęcenia mu czasu i pomysłu na to, co można z nim robić. Zapewne czasem stracimy cierpliwość, będziemy niespójni i niekonsekwentni, czasem popełnimy błędy, ale wiem, że stworzymy razem fajny team.