Pierwszy tydzień za nami. Ale on ma z nami dobrze! 

Faktycznie, ciężko było pisać ten tekst jedną ręką i jeszcze zmontować w międzyczasie filmik, odwracając głowę co sekundę, żeby sprawdzić co teraz robi ten mały szatan, ale udało się!
Trafił nam się wyjątkowo spokojny piesek i obym za miesiąc nie musiał wracać do tego miejsca i wykreślać tego zdania🤠. Poświęcamy mu dużo uwagi, ale nasz pikselowy przyjaciel potrafi przez jakiś czas zająć się sam sobą, bo kiedy ma w pysku zabawkę, nawet nie zwraca uwagi na to, że wychodzimy na chwilę do innego pokoju. To wszystko w ramach ćwiczenia pozostawiania go samego, w końcu obok beztroskiego, szczenięcego życia toczy się jeszcze inne, prawda? Co prawda zabieramy go ze sobą do pracy, ale przyjdzie taki czas, że będzie zostawał coraz dłużej w domku.

Na początku trochę onieśmielony, z każdym dniem staje się coraz bardziej aktywny. Oczywiście podgryza wszystko, jak to szczeniak, ale jest skłonny przekierować swój apetyt na to co podstawimy mu pod nos i jest za to solidnie nagradzany 🙂 

Pierwszą noc spędziliśmy razem, my spaliśmy na podłodze, a on kokosił się raz do mnie, raz do Kasi, nie potrafiąc się zdecydować kogo wybrać. Najbardziej lubi chować głowę pod pachę! Następnego dnia rano chodził za nami dosłownie wszędzie, natręt jeden, nierzadko potykając się o własne łapy, co rozbawia nas do łez 😂. Cieszymy się, że na tak wczesnym etapie, bo ma dopiero 2 miesiące, potrafi się tych kilka minut skupić wyłącznie na nas, reaguje na przywołanie (za którymś razem:) i są takie momenty, że nie rozprasza go domowe otoczenie. Niesamowitym jest oglądać te drobne postępy, które sprawiają nam wiele frajdy i satysfakcji. Oczywiście nie obyło się bez błędów i drobnych wpadek, zarówno z jego jak i z naszej strony, ale widać, że piesek bardzo się stara, żeby pokazać nam co potrafi, a my staramy się go za bardzo nie forsować. 

Niewątpliwie ważnym elementem jest sprawa załatwiania się. Wiadomo, że mały pęcherz potrafi się szybko zapełnić i, co za tym idzie, jeszcze szybciej potrafi się opróżnić. Nikt nie chce, żeby pies narobił tam gdzie mu się podoba, rozdeptał swoje dzieło i udekorował podłogę po swojemu. Dlatego zastosowaliśmy takie specjalne maty, na które pies może walnąć co mu tam się podoba i zdziwiliśmy, że już pierwszej nocy załapał o co chodzi. Nagle zerwał się jak wicher, załatwił sprawę koncertowo i wrócił. Szok! Ostatkiem sił zebraliśmy się w sobie, żeby to posprzątać. Niewątpliwie pomógł zapach…
Oczywiście czasem zaliczy jeszcze wpadkę, ale nic nie szkodzi. 75% trafień w matę to wynik lepszy niż moje „rzuty za trzy” w liceum. Albo za dwa, bo za trzy to chyba nawet nie dorzucałem do kosza. 🤓

Na początku trochę spaliłem sprawę. Kiedy widzisz, że piesek zostawia nagle zabawkę, nerwowo się kręci, szuka czegoś, węszy, to najprawdopodobniej za chwilę zacznie się cała akcja. Dlatego kiedy zaczął, a ja zbyt nerwowo podbiegłem do niego, żeby przestawić go na matę lub żeby szybko podłożyć mu ją pod łapy to… potrafił się na chwilę zablokować. Efekt? Załatwił się w momencie, w którym nikt nie patrzył, w miejscu, w którym nie chcieliśmy. Ups… dlatego… jak już robi, to niech robi i niech ten proces nie będzie w żaden sposób zakłócony. Trudno, najwyżej posprzątamy. Nie ma problemu, jeśli to są kafle, ale jeśli Ty masz w domu dywan to współczuję 🥴

Mimo wszystko staramy się mieć nad tym jakąś kontrolę. W przypadku „pierwszej” sprawy i tak nie zdążę w spowolnionym, na tyle spokojnym tempie, by go nie spłoszyć, podłożyć mu czegoś na co może nasikać, ale w przypadku znanej wszystkim „dwójce”, spokojnie da się to ogarnąć. Zwłaszcza, że ja na co dzień mam takie spowolnione właśnie ruchy i reakcje w różnych innych…, życiowych kwestiach… 

Kasia np. pyta – „Łukasz, weź sprawdź czy mamy w lodówce jajka”, na co ja – „jajka!?”

– nie, pomidory!
– to jajka czy pomidory?
– a to jednak słyszałeś!?
– ale jakie jajka?
– strusie! 

Tyle na temat teorii – sam musiałem to sobie ułożyć w głowie, w praktyce jest to moment, chwila, w której sam muszę hamować swój naturalny odruch. Jeśli piesek nie robi na matę to staram się podłożyć łopatkę – na tyle dyskretnie i cicho, żeby nawet tego nie zauważył. Czasem się nawet udaje! Innym razem patrzy na mnie jakby mi chciał powiedzieć… no musiałem, sorry człowiek! Najczęściej zdarza się, że Raster poczuje przednimi łapami, skojarzy, że w tym samym miejscu godzinę temu zrobił show, więc koniecznie musi to powtórzyć. Nawet jak w repertuarze ma tylko 3 kropelki. I najczęściej wtedy cała zawartość ląduje zaraz obok maty, ale on jest z siebie dumny, bo myśli, że trafił.😇 Wtedy trzeba go nagrodzić. 

Dzisiaj, będąc na macie nawet podniósł nogę, jak prawdziwy pies, a nie jakiś tam szczeniak, natura się budzi, hehe. Co prawda zrobił to tak niezgrabnie, zachwiał się i prawie przewrócił, ale jakoś to ogarnął, sikając na… ścianę. Zastanawiam się jak to będzie z załatwianiem się na zewnątrz, ale chyba damy radę. Ciekawe jakie Wy macie doświadczenia w tym temacie? 🤔

Na razie w ogóle nie możemy puszczać pieska na dwór, socjalizujemy go w okresie kwarantanny poszczepiennej i stosujemy się do zasad, na które zwrócił uwagę hodowca, nosząc go wszędzie na rękach.
Ale jemu to pasuje, jest bardzo spokojny i w pełni się temu poddaje. Sytuacje, w których żadna łapka nie dotyka stabilnego podłoża może być dla zwierzęcia niekomfortowa, a fakt, że człowiek unosi go w górę nie każdemu pieskowi może się spodobać. W ten sposób można określić temperament zwierzęcia, przyglądaliśmy się temu, kiedy @Magda Jurgiel, nasz hodowca, niesamowita kobieta z olbrzymim doświadczeniem w wychowywaniu rasy border collie, prowadziła codzienne transmisje na żywo. Jeszcze raz wielkie dzięki :), robisz świetną robotę! 

Oswojenie z podnoszeniem może przydać się w przyszłości, kiedy będziemy chcieli go podnieść u weterynarza czy w przypadku innych czynności wymagających przeniesienia psa z punku A do B. Są i sytuacje, w których lepiej podnoszenia unikać. Dla przykładu – nie sądzę, by dobrze było tak robić podczas kontaktu z innym psem. Kiedy zbliża się do Ciebie inny, pobudzony pies, to chowając przed nim szczeniaka możesz nieświadomie pobudzić go jeszcze bardziej, a jak doskoczy do Ciebie z powodu tej ekscytacji, którą stworzyłeś na własne życzenie powiesz… „a nie mówiłem! Weź pan stąd tego zapchlonego kundla, bo mi szczeniaka straszy!”.
Chyba nie chcemy, żeby nasz pies bał się w przyszłości innych, prawda? Oczywiście nie znam zamiarów burka, który mi tu chce obwąchać małego, w tym przypadku trzeba po prostu wykazać się lekkim… zaufaniem? W końcu po drugiej stronie smyczy powinien być inny, odpowiedzialny właściciel! 

Nasz borderek, skradający się niczym kot, atakujący stopę w najmniej spodziewanym momencie naprawdę potrafi zaskoczyć. Grunt to zachować spokój, nie wyrywać się,  żeby małemu nie zrobić krzywdy i żeby nie uznał, że stopa jest fajną zabawką. Czy nam się to udaje? Noooo… nie zawsze😏, czasami ciężko go odciągnąć, chyba, że w pobliżu mamy jakąś zabawkę i przekierujemy tę małą piranię do jej gryzienia. Mamy świadomość, że przed nami dłuuuuga droga, że szczeniak jest małym dzieckiem, od którego nie można na tym etapie jeszcze zbyt wiele wymagać ani za bardzo go forsować. Musi minąć trochę czasu… 

Tak z… tydzień. I wtedy go zajadę… – koniecznie wykreślić przed publikacją!!!!!!!1 🙄

Więc tak jak mówiłem, jeszcze musi trochę czasu minąć. Przecież on nie zna języka polskiego ani żadnego innego języka też… w sumie, i nie rozumie nawet, że jego imię jest jego imieniem, ale powoli zaczyna być dla niego dźwiękiem, który bardzo dobrze mu się kojarzy.
Chcieliśmy wstrzymać się jeszcze z używaniem klikera, takiego urządzenia, które emituje jeden stały dźwięk, który to poprzedza otrzymanie nagrody, nie czarujmy… głównie żarcia, ale kilka razy spróbowaliśmy i… widzimy potencjał. Bo czemu nie? Pewnie w przyszłym tygodniu wrzucę coś takiego na tablicę na FB i pokażę jak to działa. Czasem po kliknięciu załapie się tylko na pochwałę lub pieszczocha, ale to też mu pasuje. 

Klikamy kiedy wchodzi na swoje posłanie (z tym to w zasadzie nie było w ogóle problemu, bardzo polubił swoje miejsce od samego początku), kiedy reaguje na różne nasze interakcje, kiedy go wołamy i przychodzi, kiedy sika w dobrym miejscu, kiedy po prostu grzecznie siedzi na podłodze. Wszystko to ma na celu zbudowanie w jego głowie skojarzenia, że „klik” kojarzy się pozytywnie i najczęściej oznacza nagrodę za określone zachowanie. Jak inaczej wykorzystać łakomstwo psa jak nie w sposób, który dla nas będzie dobry?

Sami zauważyliśmy, że chociażby spychanie go kiedy próbuje wejść na kanapę jest bezcelowe, może działa, ale tylko na chwilę. Widocznie jego oczami wygląda to jak zachęcanie go do zabawy po czym my przestajemy się bawić. Raster nie jest wstanie jeszcze całkowicie na nią wskoczyć, kładzie tylko przednie łapy, ale coś czuję, że za tydzień spokojnie to zrobi. Zmuszamy go trochę do myślenia i zamiast wypowiadać „NIE” i go spychać staramy się zrównać się z jego perspektywą. On tego jeszcze nie kuma, nie wie, że „NIE” oznacza, żeby spadał. Głupio w taki sposób spalić tak ważną komendę. Lepiej, żeby podłoga kojarzyła mu się z przysmakami, dlatego trzeba je mieć zawsze pod ręką i w takich przypadkach zachęcać do zostawania na ziemi, bo tam się bardziej być opłaca. 

Zabawne, że 🐶 czasem bardziej niż jedzenia oczekuje kliknięcia, patrząc przed podaniem nagrody na kliker, jakby oczekiwał, że skoro on robi to co według jego uznania jest spoko, to ja oprócz podania smakołyku muszę go dodatkowo nagrodzić emitując dźwięk z wyżej wymienionego urządzenia. Urządzenia, którego dźwięk przypomina wciskanie kapsla Frugo, tylko jest głośniejszy. Drobiazg, że zaraz obok jest pełna miska żarcia, z ręki chyba bardziej mu smakuje 😂. 

Żeby tylko jeszcze w nocy spać pozwolił…
Nie chcemy zamykać go w klatce, w zasadzie to nawet nie mamy klatki, zamówiliśmy z Zooplusa taki >>transporter<<, ale nie zamykamy go na noc, bo w zasadzie to nie wiem jeszcze czy powinniśmy. Nie przesypia jeszcze całej nocy i wychodzi z niej nie tylko na siku, więc raczej wolimy, żeby nie narobił tam gdzie śpi…