A może jest chory? 🤔 

No to właśnie pyknął miesiąc od kiedy mały jest z nami. Wprowadził mały chaos w naszym spokojnym życiu, ale jest dobrze, mówię to ja, niewyspany, czasami trochę zmęczony człowiek… 

Warto było trochę poczytać, pooglądać filmiki na johndogu… teoria otworzyła nam oczy na wiele spraw, już samo trzymanie książki w ręku spowodowało, że przygotowaliśmy się psychicznie do wielu zmian w naszym życiu jeszcze na długo przed odebraniem pieska. Trochę inaczej wyglądają teraz te wszystkie wystające elementy, kable, ładowarki… 

Wiadomo, że tych kilka stron w książkach powstało na skutek kilku tygodni, a może nawet i miesięcy wspólnej pracy z psem, a przecież i tak wszystkie nasze wypracowane zachowania w domu – w mniej rozpraszających warunkach – szybko zweryfikował spacer z czymś ciekawym na horyzoncie… 🤭

Nie jesteśmy żadnymi behawiorystami i raczej nimi nie będziemy, ale w zasadzie… nie mamy, odpukać, żadnych większych problemów z naszym psem. I żadnych zniszczeń! I oby tak zostało! Pomijając fakt, że na spacerze żre wszystko do czego podejdzie i musimy go bardzo pilnować, ale no cóż… szczeniaczek! 

Długo szarpaliśmy się z myślami, by powiększyć nasze stado i cieszymy się, że wszystko zbiegło się idealnie z przeprowadzką nad morze. Kupując psiaka pod wpływem chwili trudno byłoby od razu zrozumieć ile rzeczy trzeba będzie zmienić. A już na pewno mniej Netflix’a, więcej zabawy! Tak zupełnie serio, nawet kiedy próbujemy coś obejrzeć to Kasia usypia w połowie pierwszego odcinka, a ja kilka minut później…  

Poświęcamy mu dużo uwagi, może nawet za dużo, ale z drugiej strony zupełnie nie rozumiem ludzi, którzy tego nie robią lub kupili psa pod wpływem chwili i nie za bardzo przemyśleli sprawę. Nie wiem jakie były ich oczekiwania, że będzie robił za dywan do pokoju? Wydaje mi się, że trzeba się psychicznie przygotować na przybycie szczeniaka, podobnie jak na przyjście na świat dziecka. W przypadku tego drugiego masz trochę czasu i zdążysz pomalować pokoik na niebiesko. 

Trzeba mieć czas, by zająć się takim łobuzem, może lekko przesadzamy, ze szczeniakiem nie powinniśmy wychodzić na długie spacery, a ten po ostatnim naszym maratonie padł trupem. Zawsze powtarzamy sobie, max pół godzinki, ale jakoś tak ten czas szybko mija. Za dużo wrażeń, za dużo zapachów, raz nawet kisił się pod nogami i nie chciał iść. Musieliśmy wziąć go na ręce. Jak on się zmęczył… 

Ale jak tylko zobaczył innego psa mową ciała wyrażał… „mama weź, wyjdę na mięczaka, postaw mnie na ziemię!”. Boże, jaki on był zmęczony… zasnął już w windzie! 

No i poznał dziadków z Poznania 😅 

Trochę zabawy: