Każdy z nas ma w domu najlepszego psa na świecie, „tego” psa, wiadomo! Każdy, kto się takim zwierzakiem potrafi odpowiednio zająć. Myślę, że dajemy radę!

I kiedy spotykamy na spacerze inne psy, ich właściciele są zszokowani tym co potrafi nasz szczeniak, który w sumie… po prostu siada, potrafi podać łapę i się położyć. Oczywiście wyczekujemy chwili, w której się już uspokoi, żeby sobie w kolano nie strzelić i nie zrobić siary.

Sam się czasem łapię na tym, że mówię jakąś komendę kiedy pies jest rozproszony – zupełnie niepotrzebnie. Gdybym nie był świadomy swoich błędów frustracja wykańczałaby mnie od środka na każdym jednym spacerze, bo przecież kundel się nie słucha! I tak właśnie się dzieje w przypadku napotkanych na spacerze ludzi…

Potrafi też odpuścić i na komendę „oddaj” puszcza szarpaka i wszystko co ma w pysku, o ile TO w żaden sposób nie smakuje 🙂 No i kuma już czym jest czekanie, ułatwia to nasypanie mu jedzonka, pójście „na miejsce” i oczywiście wie o co chodzi kiedy mówi się „NIE”. Tak w 80% 😅

Niesamowite, że niekiedy dorosłe już psy innych ludzi nie potrafią tego co nasz szczeniak. Z ich wypowiedzi (tych ludzi w sensie) wynika tylko tyle, że tak jakby przespali pewien etap rozwoju psa i teeeeeraz to on już się niczego nie nauczy, bo jest głupi. Tłumaczą swój brak czasu chęć zainteresowania się psem jego głupotą. Smutne, ale prawdziwe. Widzimy to codziennie.

Nie chciałbym tu jakoś generalizować, ale z tego co widzimy na naszych spacerach, najgorsi właściciele to posiadacze małych psów. Hm, dlaczego? Bo małego psa można przeciągnąć bez żadnego wysiłku. Skoro pies fizycznie nie da rady człowiekowi, to tak jakby nie ma problemu. A niech se ciąąąągnie, o, proszę, panie, jeden ruch ręką, już jest przy nodze, nic wielkiego! Widzi pan jak merda ogonkiem? Szczęśliwy!!!
– A ten cały napięty…

Problem pojawi się dopiero wtedy kiedy przypadkiem zdecydują się na zakup psa o większych gabarytach, którego obarczą winą za swoje wieloletnie nawyki, bo przecież kiedyś mieli Yorka, który się słuchał… był lekki