Chcieliśmy dwukolorowego, długowłosego bordera. Mamy krótkowłosego, trzykolorowego diabła, a kiedy mówimy ludziom, że to rasa „BC” to dostrzegamy zakłopotanie na ich twarzach, bo właśnie chcieli zaliczyć wtopę pytając z którego schroniska go wzięliśmy. Uf, ale byłoby niezręcznie!

W dodatku ma kropki! I co? I nic, jest wspaniały, no i oczywiście najpiękniejszy, bo nasz!

Wcześniej nie podobały nam się krótkowłose bordery, gdy widziałem takiego na spacerze szybko odwracałem wzrok, a jak szukałem o nich info w Internecie i zobaczyłem takiego to zamykałem przeglądarkę, czasem nawet wyrzucałem komputer przez okno i kupowałem nowy, byleby tylko przypadkiem nie otworzyć jeszcze raz zdjęcia z jakimś szkaradnym, krótkowłosym, a nawet łysym borderem. Miałem wrażenie, że od samego patrzenia pogłębią się moje zakola! 

A teraz? Teraz, gdy sami takiego mamy patrzę w ten sposób na te długowłose bestie i wiem, że mój border to border najpiękniejszy, najzdolniejszy i po prostu cudowny! Tak samo jest chyba po urodzeniu dziecka. Położna patrzeć nie może, ale ono i tak jest najpiękniejsze! Ehhh, tylko niech przejmie geny po mamie, bo inaczej będzie tragedia. Będę kochał jak swoje. 

Rastek jest świetny! Rośnie skubany jak na drożdżach i wymaga coraz większej uwagi. Dzisiaj skończył 4 miesiące, a jest z nami od ponad dwóch. Przywiązaliśmy się trochę do tej małej istoty, nawet jak czasem trochę psoci… to i tak jest kochany. Jest tak kumaty, masakra, wystarczy dać mu jakieś zadanie, i nagle zmienia się wszystko. Postawa ciała usztywnia się, te… uszy, ogon… nieruchomy. My się uczymy jego, on się uczy nas i tak jak my wobec niego tak on wobec nas ma jakieś oczekiwania. Ciekawe życie nam się teraz zrobiło, mniej kanapy, więcej ruchu.

Zapewne ktoś powie – ooo, to pewnie dużo schudłeś!?

 

 

 

 

Nie. 

I zapisaliśmy się do szkółki, w której nasz Rastek pozna nowych kumpli, a my się czegoś ciekawego nauczymy!

Będzie fajnie 🙂