Pół roku później…

Minęło prawie pół roku od mojego ostatniego wpisu, no… w takim tempie to my popularności nie zdobędziemy! Co się zmieniło u nas przez te… prawie pół roku? A no całkiem sporo!

Przede wszystkim budowa domu idzie nam bardzo dobrze! Nie mamy praktycznie żadnych przestojów, wchodzi ekipa za ekipą i jak do tej pory wszystko jest zrobione rewelacyjnie. Tata Kasi dogląda budowy, jest tam prawie codziennie i widzi to, czego my nie jesteśmy w stanie zobaczyć. Gość naprawdę zna się na rzeczy i jesteśmy mu za to mega mega wdzięczni, bo gdyby nie on, prawdopodobnie teraz wychodziłyby wszystkie błędy, o których nawet nie mielibyśmy pojęcia, że można było ich uniknąć.

Przymierzamy się Kasią do założenia kanału na YT i prowadzeniu Instagramowych relacji na temat budowy, gdzie podsumujemy wszystkie wykonane prace i… koszty. Zaczęliśmy w czerwcu, więc mamy trochę do nadrobienia, ale lepiej późno niż wcale! Tylko… cienkie bolki z nas i boimy się zacząć! Sami wyciągnęliśmy kilka ciekawych lekcji z takich filmów, w których ludzie właśnie przeszli przez etap, z którym my zmierzymy się za kilka tygodni. Już się nie mogę doczekać, te własne „cegiełki” i etap urządzania domu to dopiero będzie frajda! W tym tygodniu codziennie po pracy jeździliśmy układać styropian pod posadzki, 4 warstwy… było grubo, 220 metrów… zasypialiśmy jak dzieci. A nie, nie… przecież w domu czekał na nas ten diabeł…

Raster, nasz cudowny, najlepszy i najmądrzejszy pies na świecie… no… ale nie jest zbyt wyrozumiały. Nie ma, że boli, spacer się należy! Oj, a ruchu to on ma sporo. I my dzięki niemu też. Przed pracą 40 – 50 minut to normalka, po pracy szybko opróżniamy pęcherz, po obiedzie godzinka, wieczorem już luźno. 4 spacery to nasz rytuał, jeśli tylko rano wstanę z łóżka. Kiedy obiecywałem Kasi, że będę rano wstawał i wychodził z psem… przecież miałem na myśli, że wieczorem! No ale te wyniki nie wzięły się znikąd, limit 10.000 kroków jest spokojnie do osiągnięcia. A jak nie to siedzę na sofie i machą łapą…

Młody za chwilę skończy rok, z tygodnia na tydzień jest coraz bardziej dojrzały, spokojniejszy i przede wszystkim wyciszony w domu. Ufff! Częściej przychodzi do nas się trochę pokokosić, położyć głowę na kolanie, by po prostu być z nami i trochę odpocząć. Zdobył dzięki temu niemożliwy front – sofę, od czasu kiedy to nas nie podgryza. Oczywiście najepszym miejscem do drzemki zawsze będą dla niego zimne kafle, on po prostu bardziej lubi chłodne miejsca, na sofie wytrzyma max pół godziny i sam schodzi. Codziennie testuje swoje granice, kiedy chce coś zbroić zastyga w ruchu i patrzy na nas… to niewyobrażalnie śmieszne doświadczenie. Kiedy podchodzi do rozwieszonego prania i patrzy czy zabronię mu ściągnąć skarpetkę czy przypadkiem nie zauważę… i myśli sobie – uda mi się czy mi się nie uda? Czasem jest taki śmieszny…

Nie ma co ukrywać, najtrudniejsze w wychowaniu psa rasy border collie jest nauczenie go, by w domu odpoczywał. Bordery to wysokoobrotowe silniki, grzeją ile fabryka dała. Raster może napieprzać do upadłego, nic nie jest w stanie go zatrzymać! Jeśli przyzwyczaisz swojego psa do takiego pobudzenia, będzie myślał, że tego właśnie od niego oczekujesz i jak bardzo zdziwiony i rozczarowany będzie, kiedy przestaniesz go nakręcać, bo zwyczajnie w świecie w końcu zajmiesz się swoimi sprawami. Jak bardzo sfrustrowany będziesz Ty, gdy podczas „home office” będziesz musiał trochę popracować, ale pies Ci na to nie pozwoli.

Dla naszego Ryśka odpoczywanie jest większym wysiłkiem zarówno intelektualnym co i nawet fizycznym. Opanowanie swoich emocji zużywa w nim więcej energii niż bezmyślne szaleństwo, czasem nawet mam wrażenie, że im więcej odpoczywa, tym bardziej jest zmęczony. By pies wyrósł na zrównoważonego i ułożonego przyjaciela, powinien odpoczywać znaczną część dnia, a szczeniaki powinny przesypiać nawet 16 godzin! Wydaje się niemożliwe, no nie :)?

Faktem jest, że bordery szczególnie, wymagają tego „wybiegania” i to wybiegania nie byle jakiego. Pies rasy pracującej musi mieć zadania, to sens jego życia, a my z Kasią wiemy jak go ogarnąć, więc po spacerze jest spełniony (przynajmniej nie skarżył się, że nie jest!)

Przy takiej aktywności nasz pies spokojnie przesypia 12 godzin, z czego później w ciągu dnia odpoczywa, czasem w trybie „czuwania”. Przy czym 12 godzin to absolutne minimum, czasem śpi nawet… 18 godzin! Coooo!? Lub zwyczajnie w świecie leży i patrzy co robimy. Wystarczy powiedzieć na głos – „idziemy na spacer”, a ten wyskakuje jak z procy i już jest gotowy! Nowe baterie i jazda! Czasem trzeba uważać co się mówi, bo gdy przypadkowo użyjemy jakiejś komendy zwalniającej lub oglądamy filmiki z nim w roli głównej to już się chłopak nakręca.

SERIO!? 18 GODZIN!?

Kamera praktycznie nie rejestruje żadnego ruchu kiedy jesteśmy w pracy, on po prostu ma wszystko w nosie i śpi. Nic dziwnego, po tak długim spacerze, wydzielonej przestrzeni, odcięcia od bodźców, braku możliwości siania zniszczenia i miliona zabawek dookoła – idzie spać. Oczywiście wszystkiego rodzaju maty węchowe czy kongi też są całkiem spoko, ale z reguły Ciebie w domu nie ma 8 godzin, a pies ogarnie taką matę w 10 minut, więc co dalej? Kong? Raster szczeka jak nie może czegoś zdobyć. Musi być to trochę frustrujące, wolę, by jednak odpoczywał niż myślał non stop o tym, że ma resztki żarcia pod nosem, którego nie sposób wydłubać. On po prostu musi być zmęczony, żeby mógł sobie odpoczywać, stąd u nas długi spacer z zadaniami już od rana i… nie ma żadnego problemu. Tak w ogóle to z reguły nie jest zainteresowany gryzakami do czasu naszego powrotu. Zaczyna je skubać dopiero w momencie, w którym my siadamy do obiadu. Co za dziwny pies!

Czy bordery to psy trudne w ułożeniu? W zasadzie i tak, i nie. Gdybym miał komuś polecić bordera z temperamentem naszego… no na pewno kazałbym się tej osobie mocno zastanowić. To naprawdę nie jest wcale takie proste, hodowca nie daje kartki z instrukcją obsługi, musisz myśleć trochę po psiemu, by zrozumieć świat z perspektywy czworonoga i tego co się mu opłaca, a co nie. Wtedy z pewnością wykorzystasz inteligencję swojego psa do swoich celów. Nie licz na to, że on będzie robił coś z miłości do Ciebie, po prostu pójdzie na skróty i zrobi wszystko by osiągnąć swój cel. Jeśli jest to dyndająca na wieszaku kurtka, do której chce się dobrać, rzucone „nie wolno” nic nie da. Jeśli gryzie ścianę, bo w niej są „głosy”, a Ty to zauważysz i go zdzielisz miotłą… to też nic nie da. Nawet jak zrobisz to 100 razy.

Im głupszy pies, tym teoretycznie szybciej załapie, że czegoś nie wolno, jeśli stosujesz metody pozytywne i dostaje coś w zamian. Im głupszy! Dlaczego? On sobie wtedy pomyśli… chwila chwila… to bardziej w zasadzie opłaca mi się leżeć i pachnieć, a nie biegać po domu, bo dostaję wtedy fajne żarcie. Te nieco inteligentniejsze psiaki natomiast, wypracowują sobie w mózgu troszkę bardziej skomplikowany schemat, skojarzenie! Chwila chwila… a więc muszę gryźć ścianę i napieprzać po chacie, wtedy wszyscy krzyczą NIE, a ja nie wiem w sumie czy to dobrze czy źle, grunt, że zaraz po tym dostanę zabawkę albo jedzenie. Czyli opłaca się robić zadymę!

My myślimy, że skutecznie odciągamy uwagę psiaka od czegoś, a ten mały cwaniak właśnie osiąga swój cel poprzez nasze ludzkie, schematyczne reakcje. I dlatego właśnie skubane są takie mądre. Rasy psów, które uważane za te bardziej inteligentne zdolne są do osiągnięcia tych „niewidocznych celi”. Chcą dostać szarpaka, a ten jest w szufladzie. Być może właściciel wyciągnie go kiedy trochę porozrabiam…

Dużo mówi się o tym, że mądrego psa łatwo czegoś nauczyć, bo szybko kuma i tak dalej, ale mało mówi się o tym, że trudno jest go czegoś oduczyć. Zwłaszcza kiedy dochodzi do zniszczeń. Trzeba znaleźć na to sposób lub po prostu poradzić się dobrego behawiorysty. W teorii pomogą trochę książki, ale czasem i one na nic się zdają, bo szybko zapominamy o ich treści lub są zbyt ogólne. Szkolenia w zasadzie tak samo. Niektórym nawet i pięć pod rząd nie pomoże.

Ludzie po prostu wiedzą lepiej co dobre dla ich pupili, tak samo jak dobry rodzic doskonale wie, co dobre dla jego dziecka. To oczywiste, że paprykowe chipsy będą lepsze, bo solone to nie, bo tam jest sól, a sól jest niezdrowa. Do podobnych absurdów dochodzi przy wyborze diety. Jestem na diecie, dlatego smażę placki i nie jem chleba. A na czym smażysz te placki? Na wodzie? Jako ludzie powinniśmy być przecież doskonali, a jeśli te powyższe przykłady są chociaż troszkę bliskie prawdy i Ty też tak myślisz, to wyobraź sobie co czasem słyszę od innych właścicieli psów, których spotykam na spacerze, a którzy mówią mi, że byli już na kilku szkoleniach…

A no… tego…

***** ***

Kategorie:BLOG

1 reply »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s