Niedawno pisałem o selekcji, czyli codziennych treningach, CODZIENNYCH, od 6:00 – 7:00, od poniedziałku do piątku! Kozaczyłem trochę, że na bank pójdziemy i tak dalej, ale nie sądziłem, że nastąpi to tak szybko! Nie byłem na to gotowy! No ale  stało się. Kasia posłała owce między wilki…

A wszystko zaczęło się >>TUTAJ<<

Poszliśmy na trening próbny, przeżyliśmy, było fajnie! Endorfiny i te sprawy – tak mówią, uwierzyłem. Od razu po jego zakończeniu biegłem do szatni, szybki prysznic, powinienem być już w pracy! Kasia przekazała nowinę – zapisałam nas, nie cieszysz się!?

Eeeeee, cieszę, cieszę… :/ No dobra, faktycznie, jakoś tak łatwiej mi się po schodach do biura wchodziło, może to dobry sposób na poranną pobudkę? Wiem jedno! Kasia sobie bez problemu poradzi, czasem po wspólnym treningu udaje zmęczoną, żeby nie było mi przykro 😉 Oczywiście, że cieszyłem się z tej nowiny, ale… ciary na karku i tak dały o sobie znać! Nie ukrywam, że to będzie największe wyzwanie jakie do tej pory robiliśmy. Ale damy radę! 

Załatwiłem sobie późniejsze godziny pracy, zamiast na 7:00 będę chodził na 7:30. Idealnie, powinienem zdążyć. Co tydzień będę podsumowywał wynik naszej pracy, o ile przeżyjemy ten tydzień. Jutro od rana ciśniemy, dzień przerwy, bo wyjeżdżamy, ale w środę spotykamy się przed komputerem z innymi uczestnikami selekcji i robimy trening online! No nic, trzeba się tylko kłaść wcześniej spać, a potem niech się dzieje, jesteśmy pozytywnie nastawieni i… trochę nakręceni 🙂